Pewnego pięknego, słonecznego dnia postanowiłam udać się do warsztatu rowerowego w celu podwyższenia kierownicy. Pomyślałam o tym ponieważ, większość jeżdżących tu na rowerach kobiet ma siodełko dość nisko a rączki kierownicy wysoko, zapewne aby uniknąć garba na starość. Jako, że garb mi niepotrzebny zaświtało mi, że takie ulepszenie nie będzie niczym trudnym do wykonania. Po udanej operacji wyruszyłam zieloną strzałą na uczelnię, potem na zakupy niezwykle zadowolona z nowej, wygodnej pozycji umożliwiającej podziwianie ulic, wystaw sklepowych (np. z materiałami w śmieszne zwierzątka...) czy przechodniów. Pod wieczór jechałyśmy z Kasią zaproszone na kolację do gościnnego Francuza- Remiego, śliczną trasą mijając stare kamienice i urokliwe uliczki. I tu nastąpił niespodziewany zwrot akcji...na skrzyżowaniu Lerso Parkalle z Haraldsgade moja kierownica obróciła się o 90 stopni co spowodowało następujący tok myśli: "hmm to dziwne, normalnie jest prosto", "dlaczego skręcam w lewo?", "chyba lepiej upaść na ziemię, niż wpaść pod samochód", " stanowczo lepiej", następnie jak pomyślałam tak zrobiłam i upadłam. Szybko się pozbierałam czując, że z kolanem jest coś nie tak, Kasi nie ma , a kierownica zdechła na amen. Stwierdziłam, że będę szła przed siebie, po pewnym czasie spotkałam mocno zdziwioną Kasię i po naradzie postanowiłyśmy jednak pojechać do Remiego, dzwoniąc do niego wcześniej, że troszkę się spóźnimy bo miałam mały wypadek i żartując czy nie ma bandaży, na co przerażony zapytał czy ma wzywać karetkę ;p. Po dłuższym marszu stwierdziłam, że bez sprawnego roweru nigdzie się nie przemieszczę po tym rowerowym mieście, więc wpadłam na pomysł, że skoro wszyscy tu dysponują rowerami to może też wszyscy mają narzędzia rowerowe. W trzecim sklepie gdzie pytałam o narzędzia rowerowe robiąc wielkie, słodkie oczy błagające o pomoc pan powiedział mi, że może w kebabie obok coś mają. Zdesperowana ( bo to weekend, w dodatku późno, więc na żaden warsztat nie mogłam liczyć) zapytałam w kebabie o narzędzia. Szeroko uśmiechnięty Pan Turek z wielkim nożem do mięsa w dłoni krzyknął coś do kuchni i po chwili wymiana bulgotania między kuchnią a ladą, powiedział :"no problem". Z kuchni wyszedł jego kolega z kompletem kluczy mówiący : "no inglisz, me car mechanik" też uśmiechnięty...Po kilku chwilach szarpania się z rowerem niezadowolony stwierdził, że to nie obręcz od kierownicy...i poszedł po: wiertarkę, więcej kluczy, śrubki, smar i inne rzeczy,a ja przerażona zastanawiałam się czy zabierać rower i palić wrotki póki jest jeszcze w jednym kawałku czy zamknąć oczy i liczyć na szczęście. Po wielu wkręcaniach i wykręcaniach różnych rzeczy, rozmowach po Turecku z kolegą zza lady , krzykach, lamentach i westchnięciach kochany Pan Turek oddał mi kierownicę mówiąc: OK, kolega zza lady też powiedział: OK i że kiedykolwiek będę miała problem mogę wpadać bo oni lubią takie rzeczy robić. Oszołomiona sukcesem fachowej naprawy roweru w kebabie ( prawie jak ocalona przez Monty Pythonowskiego mechanika rowerowego..powinnam go wezwać ;p) popędziłam ze stłuczonym kolanem na francuską kolację. Była pyszna....
KONIEC
4 komentarze:
ty to masz przygody z rowerem:)swoja droga mialas szybki tok myslenia co wybrac,gdy kierownica skrecala:)powodzenia i oby ci kolo albo siodelko nie odpadlo(tfu tfu tfu)
Ileż to pięknych romansów narodziło się z połączenia kebabu i smaru do przekładni rowerowych :P
Ale kierownica się skręciła już po pobycie w warsztacie, czy sama ustawiałaś? Jeśli to pan w warsztacie tak to zrobił, to trzeba iśc i zgłosic reklamacje!
Refleks kocicy mnie uratował ;p Co do romansów kebabowo smarowych, czemu nie....tylko ta bariera językowo/kulturowa/higeniczna ;p
Reklamację złożyłam, Pan bardzo przepraszał i wszystko poprawił, zresztą u niego z reguły mam wszystko za darmo, tylko rower kupiłam, dał mi swiatełka, nowe siodełko :) Wybaczyłam mu ten jeden błąd...
Prześlij komentarz