czwartek, 21 sierpnia 2008

Życie codzienne...

Drugi dzień w Kopenhadze pełen był wrażeń....zaczynam odkrywać uroki przebywania w tym mieście...udało mi się załatwić mnóstwo ważnych spraw.... poza studiami, urzędem, biurem wymiany, dokumentami, biletem autobusowym i tego wszystkiego czego nie wiem jeszcze, że powinnam załatwić. Zrobiłam za to zakupy na obiad, obiad i spacer, żeby nie zgnuśnieć w domu. Zakupiłam też rower!!! To sprawa tak ważna tutaj jak posiadanie nóg w Polsce. Po dobiciu targu z przemiłym panem Hindusem, sprzedającym mi owe cudo mówiąc co chwilę : you are a stjudent, i noł you need cheep, you can tejk tis lights, you need it, you can take it for free, you are a stjudent..poczułam się co najmniej jakbym kupiła porsche carrera gt, tylko zielone, trochę przerdzewiałe, skrzypiące i pierdzące oponami.
W dalszej części dzisiejszego sprawozdania pokażę moje duńskie życie od podszewki...uważajcie, będzie ostro ;p

Brak komentarzy: