sobota, 23 sierpnia 2008

monsun

Pierwszy dzień totalnego monsunu...nagle ktoś włączył deszcz i zapomniał zkręcić kurek. Od rana jednostajnie leje, niebo jest szare, wieje 100km/h i po wczorajszym słońcu i lekkiej bryzie ani śladu. Ludzie na ulicach chodzą bez kapturów i często bez parasoli, niektórzy nawet w klapersach i japonkach (co moze nie jest takim głupim rozwiązaniem- i tak po kilku minutach na wygwizdowie czujesz się jakby ktoś wylał na Ciebie wiadro zimnej wody). Przy tych rasowych wodołazach czuję się jak nieszczęsny, niezahartowany pudelek. Z drugiej strony Duńczycy za pewne od dziecka zalewani sa regularnie wodą także nie robi to nich aż takiego wrażenia. Na szczęście przed wyjazdem zakupiłam wodoodporną kurtkę (za duża), wodooporne buty (sa wodooporne do połowy) i parasol (wiatr przenicował biedaka ze dwa razy).
W wyniku pozostania w domu udało się załatwić parę naglących spraw, mianowicie: wczoraj kupiłyśmy aflobsizens(polecony przez Panią z housing patrzącą na nas jak na osoby pochodzące z krainy gdzie zlewy się nie zapychają ), czyli duńskiego kreta. Po zapuszczeniu go do rury zlew beknął dwa razy i wreszcie po wielu bitwach przestał marudzić- woda spływa!!!!!!

Magiczny kret- aflobszit czy jakoś tak.....działa, ale potrafi ugryźć też w rękę(dziki kret jak widać) także rękawiczki mamy Dextera sa niezbędne.

Poza tym miałyśmy wspaniałą wizytę: ktoś najpierw chciał otworzyć drzwi, potem zapukał a jak otworzyłyśmy, okazało się że to kolejny Etiopczyk/Nigeryjczyk/Tańzańczyk, który szuka swojego pokoju (bo jesteśmy chyba jedynymi Europejkami na piętrze, przemiła Francuzka wyjechała, generalnie dominuje Afryka). Spytał z uśmiechem: is it my house?... przykro nam,że zawiodłyśmy go tym, że nie potrzebujemy współlokatora.

Dla osób mających ochotę na odwiedziny: największy problem to transport- jest kosmicznie drogi, mianowicie:
bilet w jedną stronę w obrębie 2 stref - 10 zl, na 10 przejazdów między 3 strefami (czyli odemnie w ciekawsze miejsca)- 80zł, 24 godzinny na wszystkie- 60 zł (aaa!!!), karta CPH umożliwiająca wszystkie przejazdy + bezpładne odwiedzanie muzeów- 24h 100zł, 72h 210zł.Nie ma zniżek dla studentów. Dlatego sami rozumiecie czemu kupiłam zieloną strzałę ;p Nie ma co- dbają o kondycję mieszkańców stolicy. Zdobycie roweru, które miało być niezykle proste i oczywiste, wcale się takie nie okazało. Zieleniak kosztowal około 500zł(1000DKK), można zdobyć rower za jakieś 400zl, ale to już naprawdę totalna katastrofa. Cuda leżące na ziemi i czekające na przygarnięcie są tylko wytworem czyjejś wyobraźni, przynajmniej do tej pory z niczym takim sie nie spotkałam. Sytuację ratuje duńskie państwo zapewniające rowery na kaucję, wrzucasz 20 DKK, jeździsz ile chcesz w obrębie centrum, a potem oddajesz na kolejnej stacji dostając z powrotem swoją fortunę. To by częściowo rozwiązało nasze problemy komunikacyjne.
Jestem też zawiedziona możliwością pracy tutaj. Żeby móc pracować musze mieć CPR (nasz PESEL),zarejestrowałam się w Danii wczoraj a dostanę go za...miesiąc mniej więcej, po załatwieniu pozwolenia na pobyt :/ Kochany Aske dał mi namiary na pracę uczelnianej kafejce a ja co???no co???Oczywiście nie mogę podjąć pracy, wrrr!!! Planujemy jutro kolację, więc po zakupieniu wina i użyciu go jako wykrywacza prawdy na nieprzyzwyczajonym do dużych ilości alkoholu Duńczyku, może uda sie wyciągnąć z niego jakiś sposób na obejście duńskiej biurokracji. Poza tym będę musiała wyłudzić od niego telefon w celu skontaktowaniu się z ewentualnym przyszłym pracodawcą- tajemniczym Thomasem, który nie ma emaila...może on cos będzie wiedział, jesli torturowany winem Aske nie puści pary. Mój telefon okazał sie niechętny do współpracy, po zalożeniu karty, przyjmuje pin, ale żąda restriction number...jesli ktoś wie co to jest, z czym to się je i jak tego się pozbyć niech da znać, bo bez telefonu moje życie towarzyskie tutaj nie zaistnieje. Także, wobec braku możliwości zarobkowania bedziecie musieli przywozić mi z Polski puszki, chińskie zupki (ja juz dobrze wiem kogo o nie prosić ;p), gorące kubki, i mięso...dużo mięsa- jestem na mięsnym głodzie(do tej pory miałam tylko jedną ucztę z kurczaka).

Brak komentarzy: