środa, 27 sierpnia 2008
deszcz
Jedną ze wspanialszych rzeczy których można tutaj doświadczyć to jazda na rowerze podczas deszczu. Dzięki wodoodpornej kurtce (niestety spodnie juz takie nie są...) jest mi całkiem sucho i ciepło,ale kaptur zsunięty na oczy to nie najlepszy pomysł, więc jeżdżę z odkrytą głową rozkoszując się tym, że wiatr czesze moje włosy,a na skórze czując uderzenia kropelek ciepłej wody. Jest wspaniale, bo można bezkarnie moknąć, wjeżdżać w kałuże i patrzeć jak wszystko dookoła tonie w szarości i wodzie. Czuję sie wtedy trochę jakbym jechała przez wyludnione podwodne miasto. Kolory budynków stają się delikatnie pastelowe, ulice błyszczące a ludzie upodabniają sie do siebie nosząc bure, nieprzemakalne płaszcze. Ci którzy mogą zostają w domach, więc na jezdniach jest dużo puściej niż zazwyczaj i szerokie, gładkie drogi rowerowe czekają tylko aż popędzę nimi gdzie oczy poniosą. Poczucie wolności i przestrzeni w dużym mieście to naprawdę coś niespotykanego...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz